Chciałbym opisać swoje wędzenie dużej szynki (11kg).
Miała być wędzona i pieczona w wędzarni razem z kopytkiem.
Peklowała się dwa tygodnie, była nastrzyknięta tzw lagą i to wyszło naprawdę OK. Szynka była słona tak jak trzeba nic ująć nic dodać przepeklowała się naprawdę wspaniale, nie było mowy o jakimś innym kolorku niż blado czerwony czyli ok, przy kości tak samo kolorek ok.
Problem zaczął się podczas samego procesu pieczenia. I tu Maxell z Chefem mieli racje, że jest to jednak duża sztuka i będzie ciężko.
No więc zacząłem pieczenie w 70oC i tak trzymałem przez 5 godz. Kapało z szynki jak ze mnie w solarium, i po około 5 godz. odpadło kopytko tzn cała rapetka aż do golonki. No myślę sobie miało być z rapetką to może nie będzie, MOŻE, bo kopytko postanowiłem przycerować po zakończeniu pieczenia, aby ładnie wyglądało. Położyłem sobie to kopytko na boku i poszedłem zadzwonić do żony do pracy i zapytać, czy aby na pewno ta szynka musi być z kopytkiem. Żona stwierdziła, że nie ma innej możliwości. Wracam więc do wędzarni, a tam siedzi moja sunia labradorka, wesoło macha ogonem i oblizuje się od ucha do ucha. Zrozumiałem, że nie będę miał co przycerować. Myślę sobie, żona gada niech gada kopytka nie będzie. Piekę dalej sonda wskazuje 58oC. I tak było przez następne dwie godz. Dopiero po około 9 godz. takiego wędzenia szynka osiągnęła 65oC w środku. Niestety nie udało się uratować także golonki tzn. żeby pozostała przy szynce. Dużo wcześniej upiekła się golonka niż szynka.
Reasumując nie wyszło to co chciałem, ale:
Szynka pieczona wyszła prawie że idealna tylko trochę sucha powtarzam tylko trochę sucha. Będę robił drugą szynkę taką samą ale tą zaparzę w gorącej wodzie. będzie bardziej "mokra" oczywiście myślę o szynce z tą wilgotnością. Niestety nie mogłem zrobić zdjęć - nie mam aparatu - ale szynka wyglądała jak "z komina" była ciemna i zwarta świetnie się kroiła i wszystkim smakowała. Nie miała tylko wyglądu na którym mi zależało. Myślę że następnym razem będzie ładniej bo smacznie było.
Pozdrawiam
Wosiu